Porady weterynaryjne online

czyli wyciągam moją kryształową kulę …

Dziś chciałam słów parę napisać o procederze tak powszechnym jak niebezpiecznym. Odkąd tylko podarowany nam został internet a wraz z nim przeglądarki internetowe ludzie przerzucili ciężar swej dociekliwości w kwestii zdrowia (swojego, rodziny i swoich zwierząt) z lekarzy na google, yahoo czy inne tego typu narzędzia. Bardzo niechętnie ale zupełnie szczerze muszę przyznać, że ja się trochę temu nie dziwię. Internet jest na wyciągnięcie ręki, koszt porady internetowej w sumie mieści się w abonamencie płaconym za dostęp do sieci. Od dłuższego czasu również sukcesywnie deprecjonowany jest zawód lekarza (zarówno ludzkiego jak i zwierzęcego) co skutkuje coraz mniejszym zaufaniem do tej profesji. No a poza tym wystarczy kliknąć parę i razy i już wiemy!

Ale czy na pewno?

Ludzie bardzo często nie zdają sobie sprawy, że my lekarze tak jak każdy inny człowiek jesteśmy często członkami mniej lub bardziej branżowych grup na facebooku. Ja również w paru grupach sobie jestem, choć nie ukrywam staram się nie udzielać za bardzo bo i tak wiem, że słowa moje zostaną uznane za herezję, ja z imienia i nazwiska zostanę wyśmiana a pomoc i tak nie zostanie udzielona. Dlaczego? Dlatego, że żaden szanujący się lekarz NIE DIAGNOZUJE i NIE LECZY swoich pacjentów online. Jest to nieprofesjonalne i bardzo niebezpieczne.

Nagminnie spotykam się niestety jednak z poradami masowo wylewanymi do sieci przez samozwańczych lekarzy, „ludzi, którzy się znają”, „ludzi, którzy mięli dużo zwierząt, więc się znają”, „ludzi, których zwierzę miało podobne objawy, więc to na pewno ta sama choroba, przeszli przez to więc się znają” i wielu innych. Tego typu osoby są z resztą zachęcane przez właścicieli, którzy wolą zamiast iść do lekarza zapytać najpierw w sieci … bo może nie trzeba będzie iść na wizytę?

Tak więc zebrałam dziś studium paru przypadków tego typu wypowiedzi i postanowiłam opatrzyć je odpowiednim komentarzem. Nie trudziłam się za bardzo w przeszukiwaniu czeluści internetu, takie posty wyskakują mi niestety codziennie 🙁

📌 Zdjęcie nr 1 to post pewnej pani opisującej problem swojego kota i bardzo pokrótce opisującej wizytę u lekarza. Pominę kwestię ceny za wizytę, która Pani wydaje się wygórowana oraz paru innych zdań, które są tematem na innego posta a odniosę się jedynie do prośby: „czy jest tu osoba skłonna mi poradzić (…)”. Czyli mamy prośbę o poradę lekarską rzuconą w eter grupy na fb. I oto własnie pojawia się ONA, wszystkowiedząca, jedna jedyna słuszna w swej wiedzy, czyli najgorszy typ ludzi robiących bardzo złą robotę w tej materii. Pani Dobra Rada rzuca paroma mądrymi słowami więc ktoś niedoświadczony może pomyśleć, że to lekarz. Screeny 2 i 3 przedstawiają porady tej pani. Od razu bierze się ona za diagnozę (wszak podwyższony mocznik to od razu chore nerki!) i leczenie: Tylko kroplówki, lejmy i lejmy w tego kota ile wlezie bo wypłukać go trza. Oczy mi krwawią jak to czytam serio, licząc na to, że właścicielka jednak pójdzie po rozum do głowy. Wszechwiedząca zaleca specjalistyczne karmy myląc się w zeznaniach. Najpierw renal potem urinary – wszystko jedno, ważne że mądrze brzmią nazwy (od razu powiem, że są to dwie różne karmy na dwa ZUPEŁNIE różne problemy zdrowotne a łączy je jedynie fakt, że obie odnoszą się do problemów związanych z układem wydalniczym). Pani snuje dalej swoje teorie o tym jak to wątroba produkuje krew (sic!) … I proszę bardzo można? Można. Pani zdiagnozowała problem i zaleciła leczenie bez zbędnych badań i czasochłonnych wizyt. Lekarz niepotrzebny.
Jak już napisałam taki typ człowieka jest najbardziej niebezpieczny, gdyż może zostać uznany za osobę kompetentną i właściciel często skłonny jest takiej osoby posłuchać. Na screenach nie ma dalszej części wymiany zdań, nadmienię jednak, że w dyskusje włącza się jakiś weterynarz, który przez wszechwiedzącą zostaje nazwany ciemnotą, każe się ona mu douczyć a zapytana o to czy ma kompetencje odnośnie leczenia (czy jest lekarzem) pisze, że niejednokrotnie zootechnicy (taki zawód widnieje na jej profilu fb) mają większą wiedzę niż lekarze weterynarii.
W ramach wyjaśnień powiem jedynie, że opis problemu kota może świadczyć o wielu różnych chorobach a leczenie zalecone przez panią zootechnik może wywołać brzemienne w skutki pogorszenie stanu pacjenta aż do zgonu włącznie.

📌 Screen z numerem 4 pochodzi akurat z ludzkiej grupy niemniej pokazuje kolejną ważną rzecz. Nigdy nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie monitora. Pani przestraszyła się szczepienia, które miałoby się odbyć w pełnię księżyca. Dla wielu ludzi jest to pytanie absurdalne, z pogranicza głupoty patologicznej, wiejące zabobonami ale … ludzie wierzący w takie rzeczy również mają internet i również z niego korzystają. Oni są najbardziej podatni na różne (najczęściej wybitnie nieprawdziwe i kuriozalne) porady. No bo co za problem polecić pani na problem z uchem u Kitka jedyną w swoim rodzaju witaminę, którą można kupić tylko w sklepie XYZ za miliony ale ona i tylko ona ma szansę uleczyć tego Kitka? Fakt, że sklep ten należy do nas można przemilczeć, tak samo jak to, że witamina jest np. sprasowaną laktozą. Tacy właśnie ludzie są najbardziej podatni na sugestie. Im można wmówić o wiele więcej.

📌 Screen nr 5 zmroził mnie od razu. Pani pisze, że kot nie chce NIC jeść w związku z tym potrzebuje super smakowitą karmę. Kot niejedzący to już bardzo zła sytuacja wymagająca natychmiastowej konsultacji. Na szczęście po kilku komentarzach sugerujących wizytę u lekarza wyjaśnia ona, że wizyta taka się już odbyła, zwierzę jest zdiagnozowane a brak apetytu jest skutkiem choroby DLATEGO szuka karmy. Brawa za komentarze, że ma iść do lekarza (na prawdę mnie podbudowały) niemniej jestem skłonna uwierzyć, że ktoś inny przeczyta taki post, znajdzie w komentarzach polecone karmy i wypróbuje je ZAMIAST wizyty lekarskiej.

📌 Screen 6 jest przykładem pytania jakich zatrzęsienie mamy w okolicach weekendów czy świąt. Pies zjadł loda na patyku w całości a Pani się zastanawia czy ma panikować. Na screenie 7 losowo wybrane przeze mnie porady jakie pani uzyskała od innych właścicieli psów. Osoby zakreślone na czarno, czerwono, fioletowo, a zwłaszcza na różowo mają rację. Konieczna jest natychmiastowa wizyta u lekarza nawet jak to jest Wigilia Bożego Narodzenia wypadająca akurat w niedziele i jedyne miejsca jakie są otwarte to całodobowe przychodnie weterynaryjne. Mamy też Państwa Pomarańczowo – Zielonych, którzy twierdzą że w sumie solidna kupa rozwiąże problem. Pies to wiadomo potomek wilków, poradzi sobie i z patyczkiem. Nie drodzy Państwo nie macie racji a co najważniejsze nie macie zamiaru wziąć również odpowiedzialności za swoje słowa w sytuacji gdy patyk od loda spowoduje uszkodzenie przewodu pokarmowego psa. I znów … są pewnie osoby, którym jednak wpadnie do głowy posłuchać speców od kupy i wizytę u lekarza sobie darować. Najwyraźniej nigdy nie mieli oni wbitego w dwunastnicę na sztorc patyczka od … czegokolwiek

📌 Screen 8 w sumie mało kontrowersyjny. Pani opisuje, że jej suczka straciła apetyt. Pisze, że oczywiście do lekarza się wybiera ale najpierw chce zapytać tutaj (czyt. na grupie) co to może być. Odpowiedź uzyskuje od Pani która również poleca przede wszystkim wizytę u lekarza ale … stwierdza, że to najprawdopodobniej ciąża urojona. Takich porad w internecie jest wiele, w sumie nic szczególnego. Nie są bardzo groźne niemniej znów pytanie jest kierowane do nie odpowiedniej osoby i nie odpowiednia osoba zabiera głos.

📌 Screen 10 – Pani opowiada o swoim kocie i z samego opisu można już wywnioskować, że zwierzę mocno cierpi. Pani była na wizycie ale na diagnostykę ją nie stać. Komentarz osoby zielonej niewiele wnosi do sprawy choć niestety muszę przyznać, że jest jak najbardziej słuszny. Natomiast Pani kryjąca się pod kolorem czerwonym jest kolejnym Kaszpirowskim i od razu z grubej rury jedzie ze sterydami … antybiotyk! kroplówka! Sterydy! Więcej sterydów! … słów mi brak. Niestety ale problemy w obrębie twarzo i mózgoczaszki często wymagają bardziej zaawansowanej diagnostyki obrazowej a nie walenia na ślepo sterydami i kroplówkami 🙁

📌 screen 11 – klasyk przychodniowych messengerów – uwierzcie mi, większość przychodni dość regularnie dostaje na swoje skrzynki mailowe i na messengera zdjęcia z pytaniem „co to jest?” lub „co jest mojemu zwierzowi?”. Załączone do tych pytań zdjęcia najczęściej są bardzo złej jakości, często nie udaje się nam nawet zlokalizować która to w ogóle część ciała bo autorowi zależy na pokazaniu zmiany jak najbliżej. Ale wracając do screena – Pani do wiadomości dorzuca zdjęcie pieska na którym nie widać zupełnie nic. NIC. Nie róbcie tego. I tak w większości dowiecie się, że potrzebna jest wizyta i badanie pacjenta. A tak w ogóle to jakby mi oślepło dziecko, mąż, mama, ja sama to najpierw poszłabym po pomoc do okulisty ale może ja się nie znam i lepiej jednak podpytać randomowych ludzi w sieci.

📌 Dziś jeszcze na sam koniec pisania artykułu znalazłam piękny przypadek szukania porady – pani wrzuciła zdjęcie krwawiącej, sączącej i nieregularnej zmiany, która pojawiła się na bliżej nieokreślonej części psa i pyta co to? Nie ukrywa, że mocno zastanawia się nad wizytą u specjalisty (nad jej celowością). Miałam odpisać (trochę na złość), że mnie to wygląda na raka płaskonabłonkowego ale przypomniałam sobie czołową zasadę dermatologa, który uczył mnie na studiach – w dermatologii nic nie jest tym na co wygląda. No i nie napisałam nic.

📌 A no i była jeszcze Pani, która się zastanawiała czy jeżeli kot nie sika od 2 dni to powinna iść z nim do lekarza. Bo w sumie czuje się nieźle ale nie sika, nie pije, nie je i leży cały dzień. Ale poza tym to jest ok … 🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️

Na koniec Wam powiem jeszcze tyle. Najgorszymi klientami są lekarze i pielęgniarki ludzkie. Bo w przeciwieństwie do pozostałych ludzi, którzy myślą o wlewaniu w swoje i cudze zwierzęta antybiotyków, sterydów i kroplówek oni najczęściej to robią …. bo mają dostęp do leków. Mają dostęp do płynów. Mają jakąś tam wiedzę i umiejętności. (nie twierdzę, że lekarze ludzcy to ciemna masa a jedynie stwierdzam fakt, że w ludzkiej medycynie bardzo mocno zaznaczona jest specjalizacja w konkretnej dziedzinie dlatego chirurg nie zna się na internie a neurolog na dermatologii).

Jeszcze raz powtórzę. Nie daj się zwieźć. Nie doradzaj. Nie szukaj porady. NIGDY NIE WIESZ KTO SIEDZI PO DRUGIEJ STRONIE MONITORA. Bez względu na to czy druga osoba szuka czy daje porady. Czy jeżeli zatka Ci się rura w toalecie dzwonisz do księgowej po poradę? Czy jeżeli jesteś nauczycielem języka niemieckiego to będziesz doradzał ludziom jak zaprojektować dom? Nigdy nie wiesz jakie konsekwencje takie postępowanie może ze sobą nieść. Będziesz odpowiadać za pogorszenie stanu zdrowia zwierzęcia lub za jego śmierć? Nie? Tak myślałam …