koty, toksoplazmoza i ciąża

W roli głównej dzisiejszej notki wystąpi choroba, która spędza sen z powiek wielu kobietom w ciąży.

Toksoplazmoza czyli choroba wywoływana przez pasożyta Toxoplasma gondii.

Przynajmniej kilka razy w miesiącu odbieramy telefon od spanikowanych przyszłych matek, czasem ojców którzy wraz z pozytywnym wynikiem testu ciążowego dostają jednocześnie palpitacji serca przypominając sobie, że mają kota … a kot na pewno ma toksoplazmozę, którą zarazi przyszłą matkę. Nie będę pisać o toksoplazmozie w ciąży bo nie jestem ludzkim lekarzem (tak na nich mówimy my jako Ci lekarze nieludzcy ;)) i nie będę pisać o rzeczach spoza mojego podwórka. Ja chciałabym napisać słów kilka na temat tego czy na prawdę w takich momentach wiele kotów w imię wyższego dobra (wszak mówimy o zdrowiu dziecka) powinno tracić domy.

Na początku chciałabym powiedzieć, że nie jestem parazytologiem weterynaryjnym (wetem od pasożytów) i z parazytologii na studiach również orłem nie byłam dlatego dzisiejsza notka nie mogłaby powstać gdyby nie znakomity polski parazytolog dr Dawid Jańczak i jego publikacje.

W przeciwieństwie do poprzednich wpisów ten będzie krótki a głównym jego przesłaniem będzie hasło: KOBIETY CIĘŻARNE NIE WYRZUCAJCIE SWOICH KOTÓW Z DOMÓW!!! Właśnie dla tego przesłania chciałabym aby ten wpis przeczytały również osoby, których temat ciąży z jakichś powodów nie dotyczy. Po to aby szerzyć wiedzę, że to nie koty są głównym winowajcą w całym zamieszaniu.

Dlaczego?
Pierwszym powodem jest to, że odpowiedzialny właściciel kota sprząta jego kuwetę przynajmniej raz dziennie. Tak mało i już wystarczy. Toxoplasma gondii w swoim cyklu życiowym przekształca się w kolejne formy rozwojowe a te formy, które są wydalane z kocim kałem nazywają się oocysty. One właśnie trafiają do kuwety (lub w przypadku kotów wolnożyjących gdzie popadnie) i tam potrzebują sobie poleżeć KILKA DNI (zwykle 2 do 5) aby stać się inwazyjne dla człowieka! Co oznacza, że kocia kupa musiałaby zalegać w kuwecie właśnie te kilka dni aby stać się w ogóle zagrożeniem dla kobiety w ciąży! No chyba nie robicie tego swoim kotom …
Oczywiście, żeby dmuchać na zimne poleca się czyszczenie kuwet pozostawić na okres ciąży pozostałym domownikom niemniej jak to ładnie mówią podręczniki „zasady codziennej higieny rąk pozwalają na uniknięcie zarażenia się pasożytem Toxoplasma gondii” i nie potrzebne są do tego śluzy dezynfekcyjne, maty dezynfekcyjne czy skafandry rodem z filmów katastroficznych. Dotyczy to również zwykłego głaskania kota.

No ale jak to? To skąd ta toksoplazmoza? W końcu jak podają źródła w Polsce statystycznie jedno na 883 dzieci rodzi się z toksoplazmozą wrodzoną.
No właśnie jak już pisałam powyżej, koty wolnożyjące potrafią strzelić kupę gdzie popadnie również na pola uprawne. Te kupy rzeczywiście leżą w ziemi wystarczająco długo aby stać się groźne dla człowieka, który zaraża się poprzez prace ogrodowe (i nie umycie rąk), czy PRZEDE WSZYSTKIM zjadanie nieumytych warzyw i owoców (omnonom truskaweczki prosto z krzaczka). Ale nie tylko! Kto lubi tatara? Na pewno są tu jacyś amatorzy. Otóż wołowinka nie poddana obróbce termicznej jak i ta poddana niewystarczającej obróbce (pozdrawiam fanów grillowania) może być źródłem toksoplazmozy. To samo jeśli idzie o drób (choć na szczęście w naszej szerokości geograficznej mało kto spożywa kurczaka na surowo). Wieprzowina? To samo. Grill to nie wystarczająca obróbka termiczna 😉 Mleko kozie niepasteryzowane i prosto od kózki to kolejne źródło zakażenia T. gondii. Gryzoni raczej w naszej kulturze się nie zjada niemniej one stanowią spore źródło zakażenia dla kotów wolnożyjących dlatego uznaje sie również za ważne ogniwo w łańcuchu życia tego pasożyta.

Jak widzicie zwierząt będących „winowajcami” toksoplazmozy u ludzi jest sporo a koty to nieliczny ich odsetek. Paradoks polega na tym, że akurat te koty, które obrywają najbardziej i posądzane są o najgorsze (koty domowe) nie mają nic wspólnego z całą sprawą. Bo zarażamy się jedząc nieobrobione lub surowe mięso. Zarażamy się wcinając nieumyte warzywa i owoce. Zarażamy się nie myjąc rąk po pracach ogrodowych. Nie zarażamy się głaszcząc swojego kota.